Starzy ludzie pamiętają, że mężczyźni wygodnie wylegiwali się w jej szałasie podczas letnich, upalnych dni. Przez wiele lat tubylcy pamiętali chatę pełną sów, ale później wprowadziły się szerszenie. Próbując je wypędzić, w 1985 roku wieczorem ktoś rzucił tam bombę dymną, drzewo zapaliło się i z wielkim wysiłkiem zostało ugaszone. Drzewo było dość zniszczone i dwa lata później zostało poddane pielęgnacji, po której odzyskało siły. W XVIII wieku okolicznym mieszkańcom powiedziano, że w koronie drzewa pojawiła się Matka Boska, więc przymocowali jej wizerunek do pnia drzewa, a później zbudowali kaplicę. W 1913 roku przez wioskę przetoczył się pożar, który zniszczył prawie wszystkie domy od dębu w dół, ale dąb przetrwał bez większych szkód. W 1995 r. został uderzony i uszkodzony przez piorun. Mieszkańcy Dubin zachowali swój dąb do dziś, choć jego losy, mocno związane z losami tubylców, były bardzo burzliwe. Z dostępnych źródeł pisanych wynika, że w okresie ruchu brackiego na Słowacji (1440-1465) przed ścięciem uchroniło go jedynie zapłacenie wysokiego odszkodowania, które zebrali wszyscy mieszkańcy wsi. Podobnie ocalał podczas I i II wojny światowej, kiedy służył jako punkt orientacyjny i celowniczy dla artylerzystów. Błagali Austriaków, by go nie ostrzeliwali, a później przekonali Niemców, którzy chcieli go ściąć, że nie może służyć Sowietom tylko do celowania artyleryjskiego. Później chronili go podczas elektryfikacji wioski, ponieważ był zbyt uciążliwy dla planistów i budowniczych.
Źródło/Zdjęcie : Gmina Dubinné




